Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryż po karaibsku na ostro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryż po karaibsku na ostro. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 grudnia 2011

Witajcie

Na wstępie chciałbym podziękować za wszelkie pozytywne komentarze.
Dodały mi tyle pozytywnej energii że zamierzam kontynuować moje grafomaństwo do końca świata (podobno 21.12.2012 - uff... pozostało jeszcze trochę czasu) i o jeden dzień dłużej.
Dzisiaj mój ulubiony autor reportażu, mistrz nad mistrzami, Ryszard Kapuściński -"Wojna futbolowa". Moja przygoda z p. Kapuścińskim rozpoczęła się od przedruku w Gazecie Wyborczej, książki "Heban". Jak to zwykle bywa, wśród nas Zaczytanych, postanowiłem poznać trochę więcej. Pierwszą pozycją która wpadła w moje ręce była właśnie wspomniana "Wojna...". Powszechna opinia głosi że Kapuściński to stary kłamczuch który wszystkie książki napisał w hotelu pięciogwiazdkowym, nie wysuwając nosa poza basen. Może i tak było, może nie, ale jedno jest pewne - wszystko czyta się z zapartym tchem czując emocje, zapachy, mając wrażenie że jest się w centrum opisywanych wydarzeń. Książka niesie tak wiele treści że skupię się na tytułowym opowiadaniu. Czy ktoś z Was drogie dzieci wiedział że w roku 1969 pomiędzy Hondurasem a Salwadorem miał miejsce konflikt zbrojny? A kto wie że ta wojna również ma nazwę Wojna Stu godzin - ręka do góry?! Nieważne - sam nie wiedziałem dopóki nie przeczytałem. Pan Kapuściński w świetny sposób opisuje zarzewie konfliktu które pochodzi od dwóch meczów rozegranych pomiędzy reprezentacjami Hondurasu i Salwadoru. Warto przytoczyć kulisy działań kibiców (Ojej - uważaj Panie Premierze) którzy poprzez swoje nocne działania pod hotelem drużyny przeciwnej doprowadzili do ich sromotnej przegranej na obcym terenie (w obydwu przypadkach- np.drużyna Hondurasu na stadion Salwadoru jechała wozami opancerzonymi). Zaczyna działać propaganda. Machina się nakręca. Wybucha wojna. Tutaj zaczyna się osobista narracja autora. Wiele mówić, wiele opisywać, ale i tak najciekawsze jest spotkanie Kapuścińskiego z żołnierzem Hondurasu który wojenną zawieruchę wykorzystał do zdobycia butów, ściąganych z martwych sołdatów, dla obucia swoich dzieci. Basta - macie przeczytać i koniec. Warto.

Jak zawsze na koniec maksiarski i prosty przepis. Dzisiaj - Ryż po karaibsku na ostro.
Z tym daniem wiąże się fajna historia. Na delegacji w Szczecinie mieszkałem w ciekawym mieszkaniu z ciekawymi ludźmi. Któregoś dnia powiedziałem - Chłopaki, ugotuję wam coś czego nie zapomnicie do końca życia. Przepierdzieliłem kupę godzin na gotowaniu i wyobraźcie sobie, nikt nie chciał spróbować. Wk.....ny poszedłem spać, gary z zostały na wierzchu. Budzę się rano - wszystko wszamane. I co - okazało się że Goździk wrócił z imprezy i zeżarł nawet taborety. Wtedy pierwszy raz poczułem się Kung fu Kuchnia.
Do rzeczy:
- ryż (2 torebki)
- pierś z kurczaka (jedna nie wystarczy)
- papryka (słodka (czerwona i żółta - fajnie wygląda) i mała ostra)
- cebula
- jajko (nawet 2 - kwintesencja przepisu)
- oliwa
- sos sojowy (1 łyżka)
- przyprawy
Piersi kurczaka pokroić w drobną kostkę i przyprawić. Przesmażyć z pokrojoną cebulą i papryką (ok. 15 minut). Ugotowany ryż odsączyć wrzucić na patelnię, wymieszać z pozostałymi składnikami. Przesmażyć. Na koniec dodać jajko i sos sojowy - chwilę smażyć tak żeby jajo się ścięło. Smacznego. Oczywiście nie zapomnieć o pieprzu i soli (gdzieś w międzyczasie).

Pozdrawiam

Holstin