Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryszard Kapuściński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryszard Kapuściński. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 lipca 2013

Udon – czyli powiew orientu...


   Udał się czy się nie udał?  Takie pytanie można sobie zadać próbując wykonać majstersztyk kuchni japońskiej czyli makaron udon. Jest to następny banalny przepis, który można celebrować we własnej kuchni, a później podając  gościom, lansować się na światowca. Ciekawostką jest to że w Japonii podaje się makaron z dodatkiem zupy czyli krótko mówiąc odwrotnie niż u nas. Zupę wypija się przechylając miseczkę, makaron zjada pałeczkami.
Więc do rzeczy.

 Składniki
1.    Mąka – dwie miarki (np. 2 szklanki),
2.    Woda – pół miarki (np. ½ szklanki po mące),
3.    Sól – 2 łyżeczki.

   I to naprawdę koniec składników :). Przesiewamy mąkę. Dodajemy sól do wody, wlewamy powoli do mąki i żmudnie zagniatamy. W momencie kiedy uznamy że już dobrze wymieszaliśmy zaczynamy dalszą zabawę. Otrzymane ciasto wkładamy do foliowego worka kładziemy na desce do krojenia (którą uprzednio położyliśmy na podłodze), na to kładziemy nasze ciasto w worku foliowym, na ciasto  estetyczną ściereczkę i stajemy na tym wszystkim wcześniej umytymi nóżkami. Zgniatamy, składamy, zgniatamy, składamy i tak z 10-20 razy, czyli do znudzenia.
   Po tym wszystkim ciasto do lodówy na minimum 2 godziny. Po tym czasie wyjmujemy coś o konsystencji  plasteliny. Odcinamy kawałek i  rozwałkowujemy na posypanej mąką stolnicy. Po rozwałkowaniu na grubość ok. 3 mm trzykrotnie składamy i kroimy na paseczki szerokości tak ok. 5 mm. Wrzucamy do gotującej się delikatnie osolonej wody, gotujemy do wypłynięcia  i… główne danie gotowe.
    Oczywiście nasz makaron możemy podawać z dodatkiem różnych japońskich bulionów o wymyślnych nazwach. Ja mogę zaproponować zupę którą zasmakowałem w jednej z restauracji sushi a której smak chodził za mną przez dobrych kilka miesięcy. A oto efekt moich poszukiwań.

Składniki:
1.    Seler – ½ bulwy,
2.    Marchewka – 2 sztuki,
3.    Pietruszka – 1 sztuka,
4.    Cebula dymka – 1 sztuka,
5.    Włoszczyzna do wywaru,
6.    Kostka bulionowa mięsna – 1 sztuka,
7.    Czosnek – 3 ząbki,
8.    Papryczka chili lub piri-piri – ½ sztuki czyli pół,
9.    Mielony imbir – ½ łyżeczki,
10.  Paluszki krabowe – 7 sztuk,
11.  Sos rybny – 1 łyżka,
12.  Sos sojowy ciemny – 4 łyżki,
13.  Odrobina ryby lub wołowiny (ok. 100 g),
14.  Odrobina szczypiorku do ozdoby.
  
 Ufff… Do ok. 1 l wody dodajemy kostkę bulionową i obraną włoszczyznę. Gotujemy ok. 20 minut do uzyskania wywaru. Po zagotowaniu usuwamy warzywa, wywar filtrujemy przez sito i z powrotem na gaz. Seler, marchewkę, pietruszkę kroimy w słupka o wymiarach 3x3x30 mm i dodajemy do wywaru. Kolejno dodajemy następne składniki: pokrojoną w drobną kostkę cebulę, przeciśnięty przez praskę czosnek, pokrojoną drobno papryczkę, pokrojone paluszki krabowe i odrobinę ryby lub rozbitą i przesmażoną wołowinę. Na koniec dodajemy mielony imbir, sos rybny i ciemny sos sojowy (który tak naprawdę jest najważniejszym składnikiem dania :)). Gotujemy jeszcze na małym gazie 20 minut, po czym włączamy japońską muzykę, siadamy w kucki na podłodze, przymrużamy orientalnie oczy i delektujemy się makaronem z dodatkiem własnoręcznie wykonanego dalekowschodniego bulionu.



Smacznego

   Aaaa, bym zapomniał, jeszcze coś dla ducha.
  Książką najbardziej pasującą do dzisiejszego dania będą: „Podróże z Herodotem” Ryszarda Kapuścińskiego. Chyba najbardziej orientalna książka pana Ryszarda. Nic dodać nic ująć – wielowątkowe dzieło, które ciężko opisać jednym zdaniem.
Ale myślę że można spróbować: dla chcącego nic trudnego :).

Pozdrawiam

ToM



wtorek, 27 grudnia 2011

Witajcie

Na wstępie chciałbym podziękować za wszelkie pozytywne komentarze.
Dodały mi tyle pozytywnej energii że zamierzam kontynuować moje grafomaństwo do końca świata (podobno 21.12.2012 - uff... pozostało jeszcze trochę czasu) i o jeden dzień dłużej.
Dzisiaj mój ulubiony autor reportażu, mistrz nad mistrzami, Ryszard Kapuściński -"Wojna futbolowa". Moja przygoda z p. Kapuścińskim rozpoczęła się od przedruku w Gazecie Wyborczej, książki "Heban". Jak to zwykle bywa, wśród nas Zaczytanych, postanowiłem poznać trochę więcej. Pierwszą pozycją która wpadła w moje ręce była właśnie wspomniana "Wojna...". Powszechna opinia głosi że Kapuściński to stary kłamczuch który wszystkie książki napisał w hotelu pięciogwiazdkowym, nie wysuwając nosa poza basen. Może i tak było, może nie, ale jedno jest pewne - wszystko czyta się z zapartym tchem czując emocje, zapachy, mając wrażenie że jest się w centrum opisywanych wydarzeń. Książka niesie tak wiele treści że skupię się na tytułowym opowiadaniu. Czy ktoś z Was drogie dzieci wiedział że w roku 1969 pomiędzy Hondurasem a Salwadorem miał miejsce konflikt zbrojny? A kto wie że ta wojna również ma nazwę Wojna Stu godzin - ręka do góry?! Nieważne - sam nie wiedziałem dopóki nie przeczytałem. Pan Kapuściński w świetny sposób opisuje zarzewie konfliktu które pochodzi od dwóch meczów rozegranych pomiędzy reprezentacjami Hondurasu i Salwadoru. Warto przytoczyć kulisy działań kibiców (Ojej - uważaj Panie Premierze) którzy poprzez swoje nocne działania pod hotelem drużyny przeciwnej doprowadzili do ich sromotnej przegranej na obcym terenie (w obydwu przypadkach- np.drużyna Hondurasu na stadion Salwadoru jechała wozami opancerzonymi). Zaczyna działać propaganda. Machina się nakręca. Wybucha wojna. Tutaj zaczyna się osobista narracja autora. Wiele mówić, wiele opisywać, ale i tak najciekawsze jest spotkanie Kapuścińskiego z żołnierzem Hondurasu który wojenną zawieruchę wykorzystał do zdobycia butów, ściąganych z martwych sołdatów, dla obucia swoich dzieci. Basta - macie przeczytać i koniec. Warto.

Jak zawsze na koniec maksiarski i prosty przepis. Dzisiaj - Ryż po karaibsku na ostro.
Z tym daniem wiąże się fajna historia. Na delegacji w Szczecinie mieszkałem w ciekawym mieszkaniu z ciekawymi ludźmi. Któregoś dnia powiedziałem - Chłopaki, ugotuję wam coś czego nie zapomnicie do końca życia. Przepierdzieliłem kupę godzin na gotowaniu i wyobraźcie sobie, nikt nie chciał spróbować. Wk.....ny poszedłem spać, gary z zostały na wierzchu. Budzę się rano - wszystko wszamane. I co - okazało się że Goździk wrócił z imprezy i zeżarł nawet taborety. Wtedy pierwszy raz poczułem się Kung fu Kuchnia.
Do rzeczy:
- ryż (2 torebki)
- pierś z kurczaka (jedna nie wystarczy)
- papryka (słodka (czerwona i żółta - fajnie wygląda) i mała ostra)
- cebula
- jajko (nawet 2 - kwintesencja przepisu)
- oliwa
- sos sojowy (1 łyżka)
- przyprawy
Piersi kurczaka pokroić w drobną kostkę i przyprawić. Przesmażyć z pokrojoną cebulą i papryką (ok. 15 minut). Ugotowany ryż odsączyć wrzucić na patelnię, wymieszać z pozostałymi składnikami. Przesmażyć. Na koniec dodać jajko i sos sojowy - chwilę smażyć tak żeby jajo się ścięło. Smacznego. Oczywiście nie zapomnieć o pieprzu i soli (gdzieś w międzyczasie).

Pozdrawiam

Holstin